Spadające
liście tworzyły delikatne okręgi na tafli jeziora, przy którym siedziała od
dłuższego czasu, nie zważając na chłodny wiatr i przechodzących ludzi. A może,
to oni nie widzieli jej? W odbiciu wody widziała wystający, na pierwszy rzut
oka, fioletowy ogon. Nie pamiętała, gdzie zostawiła swoje ciało. Tak było,
odkąd pamiętała. Chciała żyć jak normalna dziewczyna, bez tego dziwnego
problemu. W tej postaci nie była ani martwa, ani żywa. Była między światami i
dostrzegała wszystko. Zjawy, powodujące burzę czy deszcz oraz osoby, z wyglądu
przypominające ludzi.
Wiedziała,
że jej modlitwa nie mogła zostać wysłuchana aż za dobrze. Bogowie ignorowali
jej prośby, zajęci własnymi. Nawet próbowała podejść do podrzędnego Boga,
chodzącego w dresie. Ostatecznie wycofywała się pospiesznie w cień, aby jej nie
zobaczył. Zadecydowała, że będzie tak żyć a nie inaczej. W końcu to nie ich
wina, skoro wtedy nie zginęła…
Nastał
późny wieczór. Ostry podmuch wiatru porwał jej szalik, zmuszając ją, aby
spojrzała na niebo. Widziała zjawy nad sobą, a po chwili usłyszała stłumiony
krzyk zagubionej duszy. Nie mogła jej pomóc, było za późno. Wyciągnęła rękę,
jakby chciała złapać za dłoń przestraszonego chłopaka, który na jej oczach
zamieniał się w potwora. Widział ją, to błagające spojrzenie było skierowane
właśnie do niej. Gdy tylko ruszyła się do przodu, ktoś ją wyprzedził. Zadał
kilka śmiertelnych ciosów klingą i nie było już niczego.
-
Dziękuję, Yato. – Szepnęła.
Zanim do
Boga i Yukine dotarło, że ktoś przed nimi stał i im podziękował, zdążyła się
ulotnić tak szybko, na ile mogła. Póki była przy nich Hiyori, jej najlepsza
przyjaciółka, ich drogi nie mogą zostać połączone.