czwartek, 29 października 2015

Jej istnienie (prolog)

Spadające liście tworzyły delikatne okręgi na tafli jeziora, przy którym siedziała od dłuższego czasu, nie zważając na chłodny wiatr i przechodzących ludzi. A może, to oni nie widzieli jej? W odbiciu wody widziała wystający, na pierwszy rzut oka, fioletowy ogon. Nie pamiętała, gdzie zostawiła swoje ciało. Tak było, odkąd pamiętała. Chciała żyć jak normalna dziewczyna, bez tego dziwnego problemu. W tej postaci nie była ani martwa, ani żywa. Była między światami i dostrzegała wszystko. Zjawy, powodujące burzę czy deszcz oraz osoby, z wyglądu przypominające ludzi.
Wiedziała, że jej modlitwa nie mogła zostać wysłuchana aż za dobrze. Bogowie ignorowali jej prośby, zajęci własnymi. Nawet próbowała podejść do podrzędnego Boga, chodzącego w dresie. Ostatecznie wycofywała się pospiesznie w cień, aby jej nie zobaczył. Zadecydowała, że będzie tak żyć a nie inaczej. W końcu to nie ich wina, skoro wtedy nie zginęła…
Nastał późny wieczór. Ostry podmuch wiatru porwał jej szalik, zmuszając ją, aby spojrzała na niebo. Widziała zjawy nad sobą, a po chwili usłyszała stłumiony krzyk zagubionej duszy. Nie mogła jej pomóc, było za późno. Wyciągnęła rękę, jakby chciała złapać za dłoń przestraszonego chłopaka, który na jej oczach zamieniał się w potwora. Widział ją, to błagające spojrzenie było skierowane właśnie do niej. Gdy tylko ruszyła się do przodu, ktoś ją wyprzedził. Zadał kilka śmiertelnych ciosów klingą i nie było już niczego.
- Dziękuję, Yato. – Szepnęła.
Zanim do Boga i Yukine dotarło, że ktoś przed nimi stał i im podziękował, zdążyła się ulotnić tak szybko, na ile mogła. Póki była przy nich Hiyori, jej najlepsza przyjaciółka, ich drogi nie mogą zostać połączone.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz